Zobacz galerię gallery

O tym, jak w praktyce może wyglądać zagrożenie dla niezależności sądów mówi w ostatnim Newsweeku sędzia Beata Morawiec.

Została ona niedawno odwołana przez ministra Ziobrę z funkcji prezesa sądu okręgowego w Krakowie. Zarzuty, jakie przy tej okazji pod jej adresem padły, mają być — wg jej słów — przedmiotem pozwu sądowego. Przytaczam fragmenty jej wypowiedzi, bo bardzo trafnie opisuje niecne zamiary i działania PiS-u wobec sądów.

Od czerwca ubiegłego roku trwa ministerialna blokada kadrowa. Resort zamroził etaty, a spraw wpływających do sądu przecież nie ubywa. Efekt jest taki, że coraz więcej spraw przypada na coraz mniej sędziów. Pracujemy jak woły pociągowe, aby wyrobić normę, bo w przeciwnym razie spadnie wydajność sądu i pojawią się zarzuty o przewlekłość procesów. Sędziowie nie maja świąt, niedziel, popołudnia, wieczoru dla rodziny.”

Tu dodam od siebie (A.D.), że coraz częstsze są w sądach przypadki ciężkiego rozstroju zdrowia sędziów, spowodowanego przepracowaniem. Ostatni, z którym się zetknąłem w Rzeszowie, to rozległy zawał na sali sądowej. Miał miejsce niespełna dwa miesiące temu. Dalej sędzia Morawiec mówi jeszcze. 

To, co robi minister Ziobro, nie jest żadna reformą, to zaorywanie sądownictwa. Wyśrubowane normy są po to, by móc prowadzić nagonkę i udowadniać patologie, aż obsadzi się sądy swoimi ludźmi. Wtedy resort odblokuje etaty i nastąpi cudowne przyspieszenie wydawania wyroków, po czym będzie można odtrąbić sukces. Czysta propaganda.

To jest narzędzie mające umożliwić politykom eliminowanie z zawodu wartościowych, doświadczonych i niepozwalających przetrącić sobie kręgosłupa jednostek. Cel jest oczywisty – wyroki maja zapadać według oczekiwań rządzących. To jest czarny scenariusz, ale naiwnością czy wręcz nieodpowiedzialnością obywatelską byłoby zakładanie dziś innego wariantu.

W obronie niezależności sędziów nie chodzi przecież o obronę posad, ale prawa obywatela do sprawiedliwego rozpoznania jego sprawy w odpowiednim czasie. Każdy wyrok ma wpływ na życie sądzonej osoby i nie może być wydawany w sytuacji politycznego nacisku. Jeśli sędziowie mają się bać, to obywatel będzie musiał bać się dwa razy bardziej.”

Przyjęcie ustaw (dot. KRS i Sądu Najwyższego — A.D.) będzie przekroczeniem Rubikonu? – pyta Aleksandra Pawlicka, przeprowadzająca tę rozmowę

Obawiam się, że społeczeństwo może nie zauważyć przekroczenia tej granicy i za późno zorientuje się, że brak Trybunału Konstytucyjnego, brak niezawisłych sądów, a w następnej kolejności także brak niezależnych mediów, czyli jakiejkolwiek kontroli nad rządzącymi, stawia obywatela w całkowicie przegranej pozycji.”

Tagi:

Galeria

Komentarze