PROLOG

Buszujący w życiu
Maciej Zarański

                

Zapadał zmierzch. Siedział w swoim małym pokoju zaadaptowanym na potrzeby prac biurowych i myślał nad nową propozycją, którą otrzymał od swojego dobrego kolegi z Podkarpacia. Nie to, żeby narzekał na brak pracy we Wrocławiu. Wręcz przeciwnie. Praca przy odtwarzaniu i uruchomieniu drukarni typograficznej i rozkręceniu tego nietypowego interesu, połączonego z jeszcze bardziej nietypową działalnością fundacji, pochłonęła go całkowicie. Każdą wolną chwilę poświęcał na nawiązywanie nowych, albo odświeżanie starych kontaktów, które pozwolą mu na realizację swoich planów. Przeplatał te czynności przypominaniem sobie meandrów „czarnej sztuki”, albo po prostu remontem maszyn, które przypominały mu lata spędzone w Technikum Poligraficznym w Nowej Rudzie. Uśmiechnął się do wspomnień cofających go do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, a także do chwili obecnej, kiedy okazuje się, że po wielu latach pracy w różnych miejscach, wraca do swojego zawodu, obecnie zaliczanego do grupy „wymierających”. Drukarza — typografa.


⁃ Czterdziestoczteroletni dinozaur… — powiedział na głos i spojrzał na czarno-białe zdjęcie klasowe, stojące na jego szklanym blacie biurka w domowym biurze.
Wziął je do ręki i spojrzał na twarze dawno nie widzianych kolegów i koleżanek. W czasie krótszym niż kilka sekund przypomniał sobie swoje kolejne, zakręcone etapy życia po czym wylądował spokojnie tu i teraz. W miejscu i czasie, gdzie spełniają się jego marzenia. Marzenia o pisaniu i co najważniejsze, byciu czytanym. Tworzenie tekstów to było coś, co chciał robić od szkoły podstawowej, ale blogowanie? Czy to aby nie jest jedna z form ekshibicjonizmu? W dzisiejszych czasach każdy może zostać blogerem. Wykonując kilka prostych czynności, można nawet założyć videoblog i komentować, doradzać, opluwać albo chwalić każdą dziedzinę życia. Od szkolenia jak posmarować kromkę chleba, aż do skomplikowanych analiz polityczno-społecznych. Żeby zarobić na tym trochę grosza, można też pokazywać co się kupiło na „przypadkowych” zakupach, promując poszczególne produkty.
Jak więc pozostać w zgodzie ze sobą, zachować oryginalność, innowacyjność (od kilku lat to słowo przestało mu sprawiać radość mimo tego, że zajmował się innowacjami na co dzień) i być czytanym z chęcią, przyjemnością a co najważniejsze skupić wokół siebie grupę osób, która będzie czekać na kolejny wpis? Po raz kolejny uśmiechnął się do tworzącego się w głowie pomysłu, który pozwoli mu na zachowanie tych wszystkich atrybutów i jednocześnie pozwoli jemu samemu na zrobienie czegoś nowego. Czegoś z czym jeszcze się nie zetknął. Czegoś, co pozwoli przedstawić szerszej publiczności jego własny punkt widzenia i być może uda mu się przekonać innych do jego innowacyjnych (mój Boże, znowu te innowacje) form rozwoju zarówno pojedynczych ludzi, społeczeństwa jak i wyniesieniu tworzenia nowych form biznesu na nowy poziom…
Spakował do podróżnej torby wszystkie potrzebne narzędzia do pisania. Od tych najbardziej nowoczesnych do „analogowych”, w postaci pióra i notesu. Następnego dnia wyjeżdżał w długą delegację, w czasie której miał nadzieję, trafić na temat, który pozwoli mu na rozpoczęcie blogowania na portalu www.przestrzenotwarta.pl
Rozpoczął kolejną przygodę… Nawet kilka.

Komentarze