© MarelaStecenko

Zobacz galerię gallery

No nie! O tym Polska po prostu musi się dowiedzieć. Bo co oni wiedzą? Widzą, że część mieszkańców Rzeszowa i obecny ale dawny – zatem na pewno przeterminowany – prezydent, chcą obronić postkomunistyczny pomnik, bo im się ładnie symbolizuje w centrum miasta.

 

A oni powinni wiedzieć jedno. I o to należałoby zapytać mieszkańców.

Mówisz że spotkacie się:

A. pod Pomnikiem Czynu Rewolucyjnego                    B. pod Wielką

 

I to chyba powinno być podstawą do decyzji co z tym kolosem dalej. Bo przecież podstawowym argumentem rzeszowskiego IPN jest to, że: pomnik jest symbolem systemu totalitarnego, a “czyn rewolucyjny” kojarzy się tu jednoznacznie — z rewolucją komunistyczną. IPN jest zdania, że pomnik Czynu Rewolucyjnego należy usunąć z przestrzeni publicznej.

Czy na pewno dekomunizacją jest uznanie intencji tych, którzy pomnik zbudowali, czy też jednak należy przyznać rację tym, którzy na co dzień się z nim stykają, którzy funkcjonują z nim w jednej przestrzeni miejskiej?

Przecież dla nikogo chyba w Rzeszowie ten pomnik nie jest żadnym tam pomnikiem czynu, czy czegoś. To jest Wielka… [i tu ja się trochę wstydzę, ale generalnie to wyraz na C albo na P nawet]. I niech Polska o tym wie. Bo to jest prawdą a nie obrona postkomuny, jej symboli, fochy mieszkańców czy fanaberia gospodarza tego miasta. Decyzja i argumentacja IPN wygląda na pomysł oderwany od rzeczywistości, bez wiedzy o stanie faktycznym, na trzymanie się litery, bez dbania o ducha. Albo też jego autorzy są całkiem obcy i nic o Rzeszowie nie wiedzą.

Podobną zresztą bezwiedzą wykazał się doktorant jednej z publicznych uczelni Rzeszowa. Pewnie — jak i ci pracownicy IPN — całkiem przyjezdny. Bo któż inny mógł zaproponować cztery przeróbki, z których jedna…

Można tylko stwierdzić „no comments” a właściwie “no name”. Bo niby jak by mówili na to mieszkańcy Rzeszowa?

 

Rzeszowska Wielka została zdekomunizowana dawno. Nie przez polityków, ustawy, rozporządzenia, opinie prawne, ale przez mieszkańców. Najpierw przez lata (2 albo więcej) musieli oddawać część (0,5–1%) swojej pensji (ci z WSK na pewno) na budowę pomnika, a potem bardzo szybko nadali mu swoją nazwę. I już było po jakimkolwiek czynie rewolucyjnym. Chwała mieszkańcom Rzeszowa. To było kilkadziesiąt lat temu.

Dlaczego odmawiamy dekomunizującej mocy wyśmianiu i żartobliwemu zdyskredytowaniu symbolu? Czy jeszcze koniecznie trzeba go malować na różowo? W sumie taka kolorystyka przełamałby nowoczesną gamę zimnych kolorów nowoczesnej części centrum Rzeszowa. Ponadto, jeśli to by miało uratować pomnik, może „Miasto” powinno akcję malowania przeprowadzić? Mieszkańcy by zapewne pomogli.

Moc śmiechu jest ogromna. Wystarczy sięgnąć do „Imienia róży” Umberto Ecco. A moc wyśmiania? Jeszcze większa.

W Zaporożu (Ukraina, 900 km na wschód od Polski) pomnik Lenina został przyodziany w ukraińską wyszywankę. Czy ta trafiająca do oczu i świadomości mieszkańców akcja była gorszą deleninyzacją, niż nawet najbardziej uzasadniony dekret władz, po którym mogło zostać poczucie absmaku?

A jeśli jest problem z Wielką, to czy nie ma problemu z budynkiem obecnego Urzędu Wojewódzkiego? Nie należy tego traktować jako pakiet 2w1? Tego nie burzymy? Bo co z tego, że ma inną nazwę niż wtedy gdy powstawał jako budynek Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej? Oczywiście Rada Narodowa dobrze brzmi. Jednak w ramach WRN funkcjonowały (można potwierdzić np. w IPN) represyjne: Wydział do Spraw Wyznań oraz Urząd Spraw Wewnętrznych.

 

Gdy (a może jednak „jeśli”) pomnik zburzą, to będzie dobre miejsce na wieżowiec. Albo na pomnik. Jakiś taki na czasie bardziej. I wyższy. Albo na stałe postawi się tam kiludziesięciometrowy (tym razem) dziecięcy wózek spacerowy obwieszony plakatami. A o bycie symbolem miasta będą walczyły okrągła kładka (chyba nielubiana przez mieszkańców Rzeszowa) z gejbridżem (który straci zapewne swój wyjątkowy charakter po zawsze możliwej zmianie władz miejskich).

Ja się tam nie wtrącam. Tylko nie rozumiem. Czy koniecznie musimy poddawać się masowemu czyszczeniu pamięci, a nie możemy pamiętać z komentarzem i wyjaśnieniem? Czy musimy być jak talibowie wysadzający w powietrze pamiątki przeszłości?

A gdyby i jeśli jakimś cudem mniemanym pomnik by przetrwał. To co z nim zrobić? W końcu jest Wielką i niewiele zrobić można. Może poza tym, że będzie różowy pójść dalej i sprawić aby był obrośnięty winoroślą? Tak od samego dołu do góry? Zieleń w sąsiednim parku (parku???) jest raczej niezbyt wysoka i taki strzał roślinności w górę tylko dobrze by zrobił przestrzeni miejskiej. Są już w Polsce zarośnięte pomniki (choć mniejsze). Choćby w Piotrkowie Trybunalskim (też “przy Bernardynach”).

Prawdziwa miejska nazwa także by nie uległa zmianie, a pozbywszy się w tym przypadku zbędnej – bo usprawiedliwionej w tak znacznym stopniu uzusem, codziennością i tradycją, którą przecież tak kochamy – pruderii, można by zmienić jego nazwę na „Wielka”. A przypisana symbolika? A musi być? Jeśli musi, to niech będzie, że wielkiej siły mieszkańców Rzeszowa dbających o swoje miasto.

 

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Galeria

Komentarze