Palę bo muszę

Ziemioobiecanin w Rzeszowie
Marcin Szewczyk
Zobacz galerię gallery

Kiedyś pewien ważny pan przyjechał samochodem do Rzeszowa. Stojąc na skrzyżowaniu wyrzucił niedopałek papierosa przez okno. Po chwili ktoś zapukał w okienko i zwrócił mu go mówiąc „Proszę pana, tu jest Rzeszów. Nie robimy tak”.

Tyle legendy miejskiej potwierdzonej zresztą przez bezpośrednią opowieść Prezydenta Ferenca.

 

Opowieść opowieścią, ale Rzeszów był jedynym miastem jakie znałem, w którym przy skrzyżowaniach stały tabliczki upominające „palaczy” aby nie wyrzucali niedopałków przez okno. Te konkretne tabliczki zniknęły, jednak w dalszym ciągu odsyłają do nich nowoczesne znaki „dbajmy razem o piękny i czysty RZESZÓW”. Na mnie zadziałało. Zasadniczo już tego nie robię.

 

 

Palacze”. Generalnie palacz to pracuje w kotłowni. Ten kto pali papierosy (nałogowo), to „osoba z nikotynizmem”. Bo uzależnienie od nikotyny to choroba. Chorych nie gnębimy. Nie mówimy, że ktoś jest kaleką. Chorym pomagamy. Tak zasadniczo. Ale palacze to palacze. Retoryka wobec nich jest prosta – przestańcie palić. To łatwe. No jednak nie do końca.

Jak wygląda pomoc dla „palaczy”? Setki książek motywacyjnych, środki zastępcze (gumy, inhalatory itp.), co najmniej trzy typy kuracji farmakologicznych, hipnoza, akupunktura, biorezonans, wdychanie oparów glikolu, waporyzacja (nowość!)… Oczywiście do tego zakazy palenia w wielu miejscach. Ponadto od pewnego czasu patrząc na paczkę papierosów mamy możliwość przerażania się nie tylko wyraźną informacją o szkodliwości palenia, ale także okropnymi i czasem obrzydliwymi obrazkami. Ja biorę najczęściej te z impotencją. Większość ich z jakiegoś przedziwnego powodu unika, a obrazek przynajmniej nie jest drastyczny.

 

 

Kiedyś o szkodliwości palenia ostrzegano nieco łagodniej.

 

 

Czy te wszystkie metody działają? Mogą. Kiedyś nawet trzy lata nie paliłem. Najlepsze jest chyba połączenie kilku metod. Niestety te motywacyjne działają tylko na słabe umysły (tak twierdził Obi-Wan Kenobi w „Gwiezdnych wojnach”). Ja już mam silna motywację. Znudziło mi się. Oczywiście wspaniałe były nocne godartowskie dyskusje w „kawiarniach” o życiu, filozofii, sztuce, naprawie świata z nieodłącznym papierosem w dłoni. Jednak jak powiedział jeden z bohaterów „Błogosławionego wieku” Tomasza Piątka „Pan jest za młody, a ja za stary aby palić”. Przyjmijmy, że jestem za stary na to, aby robić rzeczy, których nie chcę robić.

Zadzwoniłem zatem pod numer podany na najnowszych opakowaniach papierosów. Była to najsensowniejsza rozmowa jaką w życiu przeprowadziłem z jakimkolwiek psychologiem (psycholożką). Tyle, że to 40 minut mi nic nie dało. Jak się okazało, nowy kierunek wspomagania „palaczy” jest taki, że motywacja nie jest ważna. Ważne jest co da niepalenie. I żadna odpowiedź nie kończy tego ciągu pytań. Ostatecznie wyszło na to, że muszę się nauczyć odpoczywać. I wtedy przestanę palić.

 

To jednak problemy i rozwiązania indywidualne. A problem ma bardzo szeroki zasięg. Nikotyna jest na trzecim miejscu – po kokainie i heroinie – szkodliwości (zdrowotnej i społecznej) wśród wszystkich narkotyków.

 

 

Zatem co zrobić systemowo i światowo?

Pomysł wziął się z moich mniemań i niepamięci. Kilka lat temu usłyszałem dwie rzeczy o prawie australijskim dotyczącym papierosów. Po pierwsze, że wszystkie paczki są identyczne i czarne, a dane producenta są nadrukowane od spodu. Okazało się, że jest to prawie prawda. W tym przypadku zaufałem Wikipedii.

 

 

Drugą rzeczą, była delegalizacja używania nikotyny przez osoby urodzone po określonym roku. Przyszedł mi nawet do głowy smutny scenariusz (opowiadania, komiksu, filmu) o ostatnim człowieku, który używał legalnie nikotyny w Australii. Jednak okazało się, że pomysł ten nie został zrealizowany.

Czy jednak był on sensowny? Nie widzę wad, poza powstaniem możliwego do znacznego opanowania nielegalnego rynku.

Przyjmijmy, że w Polsce większość 15-latków nie pali. Zdelegalizujmy używanie nikotyny dla osób urodzonych od 2003 roku. Kto by się sprzeciwił? Czyż nie powinniśmy dbać o dzieci? O przyszłe pokolenia? W przypadku wykroczeń przeciwko temu przepisowi — raczej bez większych kar, poza wpisem do bazy osób używających, obowiązkowym leczeniem i całkowitą konfiskatą zapasów nikotyny. Bez naruszania zasad Jednolitego Rynku powolne ograniczanie liczby koncesji (chyba jest coś takiego. A jeśli nie — można wprowadzić) na sprzedaż nikotyny, proporcjonalnie ze spadkiem liczby uprawnionych do jej zakupu.

Za kilkadziesiąt lat problem by prawie całkowicie zniknął.

Zatem całkiem poważnie pytam. Czy nie można spróbować zebrać podpisów w ramach obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej? Kto nie będzie za? Dlaczego ktokolwiek miałby być przeciw?

Wiem dlaczego nikt tego nie będzie chciał zrobić. Akcyza. Koncerny. Uwarunkowania. Powiązania. Zależności.

Szkoda.

 

Tagi: , , , , , ,

Galeria

Komentarze