Zdjęcie: Waldemar Szumny / Archiwum

Podsumowując na gorąco mistrzostwa świata w piłce nożnej można pokusić się o kilka spostrzeżeń. Dotyczą kondycji futbolu, nie tylko w Polsce.

Nasza drużyna już dawno wróciła do domu. Został powołany nowy trener. Za chwilę rozpocznie się nowatorski cykl rozgrywek narodowych w Europie. Polska reprezentacja jeszcze z rozpędu (wg rankingu FIFA) rozstawiona będzie dosyć wysoko. Pojawią się nowe nadzieje pod kątem EURO 2020. Co zrobić, aby znowu nie przeżyć zawodu?

To oczywiście zadanie dla nowego selekcjonera. To on musi podjąć parę ważnych decyzji. Ale patrząc długofalowo jedna sprawa wydaje się być kluczowa: system szkolenia. To wymaga oczywiście czasu, lecz inni pokazują, że bez zmian nie obejdzie się. Wystarczy spojrzeć, gdzie jeszcze niedawno po słabych latach były chociażby ekipy Anglii czy Belgii. I jakie postępy zrobiły, odbudowując drużyny poprzez postawienie na odpowiednie szkolenie zawodników.

Refleksja ogólna

Te mistrzostwa były wyjątkowe z powodu nowinki technicznej: system VAR dla sędziów. Weryfikacja video miała wyeliminować błędy sędziowskie i tak na początku to wyglądało. W sytuacjach wątpliwych arbitrzy mogli obejrzeć powtórkę, a potem zmieniali nieraz swoje wcześniejsze decyzje. Ale z biegiem czasu zaczęły pojawiać się kontrowersje: a to nie użyto VAR, gdy można było mieć wątpliwość co do zdarzenia na boisku; a to po użyciu VAR decyzja sędziego budziła zdziwienie u kibiców. Kulminacja niezrozumienia przez widzów postawy arbitra nastąpiła w meczu finałowym — nie użyto VAR przy rzekomym faulu Griezmanna i przy prawdopodobnej pozycji spalonej Pogby podczas wykonywania rzutu wolnego, po którym padła pierwsza bramka. Na pewno system VAR nie stał się panaceum na błędy sędziowskie.

Mistrzostwa pokazały, że pojedyncze gwiazdy to za mało. Neymar, Messi czy Ronaldo nie wystarczyli Brazylii, ArgentyniePortugalii odnieść oczekiwany sukces. Ale dało się zauważyć coś jeszcze, co staje się powoli prawie normą, dokładając do wspomnianych wcześnie drużyn los Niemiec czy Hiszpanii – Mundial nie jest już najważniejszym świętem piłkarskim. W przekazie medialnym co 4 lata może jeszcze tak, ale w podejściu poszczególnych piłkarzy bardzo często nie. Dla wielu zawodników kluczowe są rozgrywki klubowe. To w klubach, ligach i walkach o puchary piłkarze toczą najważniejsze dla siebie mecze, tam trenują i współpracują z partnerami, tam dają z siebie wszystko. Zawodnicy w meczach klubowych budują swoją wartość, to decyduje potem o kontraktach, o stawkach przy transferach.

Kilka pytań

Nadmiar i prestiż meczów klubowych często sprawia, że piłkarze grając w reprezentacjach narodowych są zmęczeni, a także nie dogadują się między sobą. Wyczerpanie sezonem, brak zgrania, kontuzje z cotygodniowych potyczek powodują, że nawet najlepszy trener kadry nie jest w stanie stworzyć dynamicznej, rozumiejącej się i grającej widowiskowo drużyny. Paradoksalnie wygląda tak, że futbolowe potęgi zawiodły na mistrzostwach (oprócz Francji), a wielu kibiców było pod wrażeniem gry, zapału, włożonego serca i waleczności ekipy Chorwacji.

Czy zatem – patrząc logicznie – da się coś zrobić, aby z powrotem mundialowa rywalizacja była najważniejszym świętem piłkarskim dla kibiców i zawodników?

Czy polska piłka nożna jest w stanie przejść takie uzdrowienie, aby móc znów dostarczać nam radość z osiąganych sukcesów?

Tagi: , ,

Komentarze