Zdjęcie: Waldemar Szumny / Archiwum

Sobotni marsz w Warszawie w zasadzie rozminął się z jego głównym przesłaniem. Wolność w Polsce nie jest ani ograniczona, ani tłamszona czy likwidowana.

Idea i sens odbytego Marszu Wolności kompletnie nie przystaje do aktualnej polskiej rzeczywistości – najlepiej to było widać po wysłuchaniu kilku wypowiedzi uczestników tego wydarzenia; nieumiejących w ogóle podać konkretnych przykładów zagrożenia wolności w naszym kraju; wypowiadających się ogólnikowo przeciw obecnej władzy bez jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia swoich obaw.

Dzisiaj bardzo wyraźnie widać, że Marsz Wolności okazał się niewypałem na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim z powodu przerażająco niskiej frekwencji w stosunku do oczekiwań organizatorów, wykładających ogromne środki finansowe na reklamę i nagłośnienie tej inicjatywy. Tym bardziej, że wszystkie opozycyjne partie  i środowiska zaangażowały się organizacyjnie w przywiezienie swoich członków do stolicy: PO, Nowoczesna, PSL, ZNP, KOD i inne. Tymczasem w kulminacyjnym momencie marszu zgromadzono raptem około 12 tysięcy sympatyków (według policyjnych informacji). Również wolność jako motyw przewodni marszu nie może być spoiwem manifestujących. Mówienie o łamaniu czy nieprzestrzeganiu wolności zakrawa wręcz na polityczną schizofrenię. Bo w Polsce wolno manifestować swoje poglądy, wolno się zrzeszać w partie polityczne, wolno mówić i pisać na niewygodne tematy, wolno posiadać prywatne media, wolno wyrażać swoje przekonania itd.

Prawdziwy cel

Tymczasem można obecnie podać przykłady różnych państw na świecie, gdzie rzeczywiście ogranicza się wolność obywateli. Łamie się prawa człowieka, zamyka niewygodnych dziennikarzy, likwiduje przeciwników politycznych, zastrasza  oponentów. Można nawet przypomnieć sobie mroczne lata z polskiej przeszłości, gdzie też tej wolności nie było. Mówienie o państwie totalitarnym w obecnej krajowej sytuacji może nawet wyglądać na cyniczne okłamywanie ludzi przez liderów partii politycznych chcących nieudolnie ukryć prawdziwy cel tego marszu – nie chodzi o wolność, ale o odzyskanie władzy. Ale łatwiej skrzyknąć ludzi pod hasłem walki o wolność, niż walki o powrót do władzy. I łatwiej krzyczeć bez sensu na ulicach, niż przekonywać przemyślanym programem do popierania w kolejnych wyborach. A widać, że interesy i programy podzielonej opozycji są zupełnie różne i odmienne między sobą.

Kilka pytań

Nie kto inny, jak przywódcy opozycyjnych ugrupowań nieopatrznie podczas marszu zaczęli mówić o wspólnych listach wyborczych, odkrywając prawdziwe intencje i zrywając maski pozornie walczących o wolność. Co znamienne, także dawni członkowie PRL-owskiego aparatu represji nawoływali do przejęcia władzy w samorządach i w państwie.

Czy można zatem – patrząc logicznie – mówić dzisiaj o braku wolności w Polsce? Czy faktycznym powodem tzw. Marszu Wolności nie jest próba obalenia legalnie wybranej władzy?

Czy społeczeństwo da się oszukać – pod pretekstem walki o wolność – i zmanipulować?

Tagi: , ,

Komentarze