Photo by Anete Lūsiņa

Moi Drodzy.

Bardzo długo zastanawiałam się, jakim wpisem rozpocząć moją przygodę z blogiem, na którym właśnie znaleźliście się. Wiele nurtujących – zresztą nie tylko mnie – zjawisk naszej pokrętnej rzeczywistości zawirowało w mojej jaźni.  Pełno tego w świecie medialnym i nie tylko.

Nie będę młócić tej słomy, bo i po co.  Ale w jednej sprawie chcę wypowiedzieć się, nie mogę jej nijak przemilczeć.  Chodzi mi o tolerancję  w politycznej deliberacji. Tak, właśnie tolerancji politycznej. Czy w ogóle może istnieć coś takiego jak umiejętność przyjęcia sposobu myślenia osoby o odmiennych poglądach politycznych niż nasze? Czy możliwa jest sytuacja, aby uszanować odmienność politycznych poglądów?  Każdy z Was niemalże w ułamku sekundy odpowie, że nie. Jeśli już trwa jakaś dyskusja a nie kłótnia, w której wszyscy mówią, a nikt nikogo nie słucha, to słuchający nie zamierza zrozumieć wypowiadanych racji, ale tylko poszukiwać powodów do agresywnego skontrowania. Cóż to ma  wspólnego z racjonalnością? Najczęściej ogranicza się do obraźliwych i demagogicznych stwierdzeń. Może jestem staroświecka, ale taka formuła kłóci się z moim poczuciem szacunku i przyzwoitości. Gdy słucham takich agresywnych i bezsensownych wypowiedzi, to wydaje mi się, że deszcz pada zamiast pogodnego słońca.

Bardzo przykre jest to, gdy czytając, słuchając, czy oglądając cokolwiek,  widzimy tak mało optymistycznego przekazu nie tylko politycznego, ale i zwykłego, humanistycznego. I tutaj pojawia się pierwsza refleksja. To przecież politycy powinni zacząć pracę nad interpersonalnymi, przyjaznymi relacjami, próbować zrozumieć, a nie tylko recenzować odmienność poglądową czy inne przekonania, bądź wyznania. To wygląda jak w popularnym serialu, w którym Hadziuk mówi, że tyle jest na świecie religii, ale nasza jest najsłuszniejsza. A przecież politycy to ponoć kwintesencja mądrości społecznej, ci którzy mają uosabiać intencje i oczekiwania zwykłych ludzi. To oni  powinni uosabiać jakiś sensowny wzorzec zachowań polemicznych i społecznych. To w końcu politycy powinni mówić spójnym, powszechnie zrozumiałym głosem wypranym z nienawiści, zgodnie z łacińską zasadą, która w spolszczonej wersji brzmi – człowiek  człowiekowi człowiekiem. Uczyć empatii, a nie wojować! Oby .

 

Tagi: , , ,

Komentarze