Photo by Mike Enerio / Singapur

Zobacz galerię gallery

No właśnie, co przenieść do Polski, a czego unikać? Co jest dobre, a przed czym się wzbraniać? Czy tak postawione pytania mają w ogóle sens, zważywszy, że dzieli nas 9000 km, a mentalność Słowian i Azjatów jest całkowicie inna?

Kiedy w roku 1965 Singapur uzyskał niepodległość jego sytuacja była podobna do innych rozwijających się miast jak Kalkuta, Bombaj czy Kair. PKB na mieszkańca było niższe niż w Argentynie, Meksyku czy bardziej znanej nam Grecji. Co się więc takiego stało, że po 50 latach z biednego, małego państewka
wyrasta nam nie tylko azjatycki, ale i światowy tygrys? Jak to się dzieje, że Singapur w przeciwieństwie do wspomnianych wcześniej Kalkuty, Bombaju czy Kairu to zupełnie inne ligi? Cud, przypadek? Nic bardziej mylnego.

CEL ZREALIZOWANY

Od początku samodzielności państwa na czele rządu aż do roku 1990 stał Lee Kuan Yew. Był zdeterminowany, aby biedę zamienić w bogactwo i swój cel zrealizował w 100 procentach. Jakim więc przywódcą był Lee Kuan Yew i co takiego robił, że mu się udało?

OŁTARZ DOBROBYTU

Przede wszystkim miał wizję, pomysł i determinację. Nie czerpał bezpośrednio z demokracji zachodnich, ale wybrał własną ścieżkę rozwoju, polegającą na tym, że wolny rynek połączy z rządami twardej
ręki, ocierającymi się często o dyktaturę. Społeczeństwo musiało zaakceptować sytuację, w której prawa jednostki podporządkowane są dobru ogółu. Do dziś, choć partie opozycyjne w Singapurze istnieją, nie
maja praktycznie żadnych szans na przejęcie władzy od Akcji Ludowej rządzącej od początku państwowości. Sytuacja przeciętnego obywatela też jest inna niż u nas. Krytyka władzy jest karalna, istnieje cenzura mediów, niektóre kościoły, jak choćby Świadków Jehowy są zdelegalizowane. Wskaźnik wykonywania wyroków śmierci w przeliczeniu na mieszkańca jest najwyższy na świecie i co ciekawe, istnieje kara chłosty zapomniana już gdzie indziej.
W zamian obywatel otrzymuje wysoki standard życia. PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest wyższe niż w Stanach Zjednoczonych, Norwegii czy Szwajcarii. Bezrobocie praktycznie nie
istnieje. Dzięki temu Singapur to dzisiaj czwarty rynek finansowy świata, po Londynie, Nowym Jorku i Tokio. Standard życia Singapurczyków jest naprawdę imponujący. Ponadprzeciętne zarobki w połączeniu z niskimi podatkami, sprawiają, że nikt nie narzeka. Świetnie funkcjonuje służba
zdrowia, a edukacja jest na wysokim poziomie. National University of Singapore, to jeden z najlepszych uniwersytetów na świecie. Jeśli do tego dodamy, że mieszkańcy mają darmowy internet, to dochodzimy do wniosku, że życie tutaj to prawdziwa idylla. Z finansowego punktu widzenia z pewnością tak, ale co z prawami człowieka? Czy zgodzilibyśmy się na to, aby wolności obywatelskie położyć na ołtarzu dobrobytu? Pewnie nie jest łatwo na to pytanie odpowiedzieć.

MĄDROŚĆ WŁADZY

Dla mnie osobiście dobre przywództwo, dobra władza to taka, która nie działa autorytarnie. Władza bowiem nie może być władzą dla siebie. Politycy tę władzę sprawujący są nikim innym jak najemnymi pracownikami swoich obywateli i ich głos mają obowiązek być w procesie sprawowania władzy uwzględniać. Łaski nikomu nie robią. W czasie wyborów zawierana jest bowiem umowa między kandydującymi, a obywatelami. Cała mądrość władzy, mądrość dobrego przywódcy polega na tym, aby słuchać i porozumiewać się ze wszystkimi grupami społecznymi, a nie tylko i wyłącznie z własnym elektoratem, bo to nie służy rozwojowi, a jedynie skłóca. Oczywiście-żeby nie było wątpliwości-nigdy nie będzie tak, że najlepszy nawet przywódca zrealizuje potrzeby wszystkich obywateli. To jest po prostu niemożliwe. Niemniej jednak szukając kompromisu, mając chęć do bycia „państwowcem” można rozwiązywać największe nawet problemy. W moim odczuciu nie musimy szukać wzorców w dalekiej Azji, przykładów mądrej władzy mamy w Europie bardzo dużo. Wystarczy z nich korzystać.

Tagi: , , ,

Galeria

Komentarze