Zdjęcie: Maciej Rałowski / PrzestrzenOtwarta.pl

Zdjęcie: Maciej Rałowski / PrzestrzenOtwarta.pl

Od pewnego czasu z przerażeniem obserwuję wzrost popularności muzyki disco polo. Najchętniej oglądanym, polskim teledyskiem wszechczasów jest „Ona tańczy dla mnie” zespołu Weekend (już ponad 100 milionów wyświetleń), dico polo wraca do Telewizji Publicznej, Polo TV na szczycie muzycznych, stacji telewizyjnych, w Lidlu w cenie promocyjnej – Zenon Martyniuk, gala disco polo na Stadionie Narodowym, format Radia WAWA… Już nie wspomnę o obchodach świąt miast czy gmin, które często zostają „uświetnione” występem gwiazdy dico polo. Czyżbyśmy wracali do lat ’90 XX wieku, gdzie każda niedziela niejednemu z Czytelników kojarzy się z Disco Relax i Disco Polo Live na Polsacie?

Jeden z rzeszowskich portali internetowych, przy okazji informacji dotyczącej programu rozpoczynających się niebawem KultURaliów poinformował Czytelników, że „studenci kochają disco polo, chociaż się do tego nie przyznają”. Czego dowodem (zdaniem portalu) ma być drugi dzień KultURaliowych koncertów, który upłynie właśnie w rytmach tej muzyki. Droga Redakcjo Portalu, proszę nie generalizować, nie wszyscy studenci „kochają disco polo”. Znam takich, którzy woleliby zerwać (niejedną) noc, aby przygotować się do egzaminu dajmy na to z postępowania cywilnego czy neurologii, niż iść na imprezę w „klimacie” disco polo. Zresztą KultURalia to nie wyjątek, podczas Rzeszowskich Juwenaliach również disco polo ma się dobrze. Szkoda.

O gustach się nie dyskutuje

Czy aby na pewno? W epoce zupełnego miszmaszu, poplątania i eklektyzmu, o gustach trzeba rozmawiać, szczególnie na uczelniach wyższych. Skąd te ponad 100 milionów wyświetleń? Czyżbyśmy mieli gust jak zespół Weekend? Być może jestem naiwny (tak jestem), ale nie wierzę w to, że studenci nie rozumieją słów: Kazika Staszewskiego, Zygmunta Staszczyka, Katarzyny Nosowskiej czy Krzyśka Grabowskiego. A może ktoś z Waszego pokolenia: Dawid Podsiadło, Natalia Nykiel, Taco Hemingway czy Bitamina.

Zdaję sobie również sprawę, że Zenek Martyniuk gra w ekstraklasie swojego gatunku i że można trafić znacznie niżej. Od pewnego czasu w kanonie disco polo jest piosenka „Szalona ruda”, w której słyszymy o kolorze włosów łonowych pewnej dziewczyny. Każdą granicę można przesunąć, niekoniecznie we właściwą stronę.

Zespół prof. Wojciecha Burszty (badania dotyczące uczestnictwa Polaków w kulturze) dowiódł, że najchętniej zapraszane na plenerowe imprezy i festyny są właśnie grupy disco polo. Ba, rok rocznie na portalach i w czasopismach studencki przetacza się burzliwa dyskusja o programie juwenaliów. Efekt jest taki, że w wielu miastach Akcent, Boys, Bayer Full czy Top One są głównymi gwiazdami tego typu imprez. Okazuje się, że „młodzi, wykształceni”, fetyszyzowani przez media, polityków i socjologów, świetnie się bawią przy takiej muzyce. Nie generalizuję – nie wszyscy. Część studentów pisze na forach internetowych, że to obciach, wstyd i zaścianek. Jednak milcząca większość idzie się bawić.

Mamy problem

Gdy w czasie II wojny światowej minister obrony Wielkiej Brytanii zaproponował Premierowi Winstonowi Churchillowi ograniczenie wydatków na kulturę, Churchill zapytał go: „A o co wtedy będziemy toczyć tę wojnę?!”. 

W 2015 roku na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ukazał się raport z badań nad procesem wprowadzania podstawy programowej z plastyki i muzyki w polskich szkołach podstawowych i gimnazjalnych autorstwa Marka Krajewskiego i Filipa Schmidta. Wnioski z raportu mogą przyprawić o ból głowy:

  • co trzeci z nauczycieli uczący dziś plastyki i/lub muzyki zaczynał swoją karierę ucząc innych przedmiotów;
  • 13% nauczycieli uczących przedmiotów artystycznych ukończyło wyższe uczelnie artystyczne;
  • 30% nauczycieli uważa, że zmiana podstawy programowej z 2009 roku podniosła znaczenie przedmiotów artystycznych w szkole;
  • 86% nauczycieli uważa, że ma za mało czasu podczas lekcji by zrealizować założenia nowej podstawy programowej;
  • 36% szkół traktuje wydarzenia kulturalne odbywające się na terenie ich placówki jako stały element życia szkoły;
  • 11% szkół informuje na swoich stronach internetowych o systematycznym podejmowaniu współpracy z instytucjami kultury lub organizacjami pozarządowymi zajmującymi się edukacja kulturalna.

W Europie jest inaczej. Według raportu „Arts and Cultural Education at School in Europe”, w Belgii (Wspólnocie Flamandzkiej i Francuskiej), Danii, Irlandii, na Malcie, w Holandii, Austrii i Norwegii stworzono ogólnokrajowe organizacje i sieci promujące edukację artystyczną i kulturalną. W kilku krajach do programów nauczania włączono oficjalnie wizyty w muzeach, spektakle teatralne i koncerty. Mimo, iż zawodowi artyści rzadko uczą w szkołach, w niektórych krajach są oni zachęcani do współpracy ze szkołami, by umożliwić uczniom bezpośredni kontakt ze światem kultury i sztuki. Kilka krajów (Republika Czeska, Francja, Włochy, Portugalia, Słowenia, Zjednoczone Królestwo — Anglia i Walia) zawarło w swojej legislacji rekomendacje dla szkół i innych organizacji dotyczące zapewniania zajęć pozalekcyjnych w zakresie kultury i sztuki. Zajęcia obejmują różne formy sztuki, choć do najbardziej popularnych należą zajęcia muzyczne. Niestety, obserwuje się istnienie różnych przeszkód w dostępie uczniów do takich zajęć, m.in. brak środków finansowych i możliwości wyboru takich zajęć. Belgia, Republika Czeska, Hiszpania, Włochy, Łotwa, Austria, Portugalia i Finlandia całkowicie pokrywają bądź dofinansowują udział uczniów w zajęciach pozalekcyjnych ze środków budżetowych lub funduszy lokalnych.

Weekend popularniejszy od T. Love”

Smutny to wniosek, zresztą nie mój a Krzysztofa Vargi. Lepiej nie napiszę, więc zacytuję:

Elitarność kultury studenckiej to już dawno mit. Ludzie, którzy przyjeżdżają na studia do Warszawy czy Krakowa np. z kwitnącego kulturą disco polo Podlasia, po prostu mają taki gust. I go importują do środowisk studenckich. Kultura nam się zdemokratyzowała. Zamiast podziału na wysoką i niską mamy podział na kulturę dobrze i źle się sprzedającą. I wartościowa jest ta, która się dobrze sprzedaje. Dzisiaj już nie jest obciachem słuchanie disco polo. Zaproszenie Weekendu na koncert sylwestrowy w Warszawie to przecież też jest dowód nobilitacji tej muzyki przez popkulturowy mainstream. Zespół discopolowy występuje na tej samej scenie co uznawany przez wielu za rockowego poetę Maciej Maleńczuk. Kiedyś te światy były nie do pogodzenia ze sobą! / Newsweek/

Mnie imprezy studenckie kojarzyły się z zespołami i artystami pokroju: Kult, T. Love, Hey, Pidżama Porno, później O.S.T.R. czy Happysad. Ich muzyka nie jest zwykłą, imprezową łupanką. Konia z rzędem temu, kto znajdzie jakieś pozytywne wartości w disco polo. Bo o czym te zespoły mówią? Miłość jest harlekinowa, ona jest obiektem seksualnym (i najlepiej żeby nie przestawała tańczyć), on – przystojnym i pięknym rycerzem, do tego dobra impreza, koniecznie z wódką. I ciągłe odwoływanie się do najniższych instynktów. Takiej „sielskości” mówię NIE.

Jestem przekonany, że Juwenalia Rzeszowskie i KultURalia okażą się frekwencyjnym sukcesem, czego życzę Organizatorom z całego serca, bo zdaję sobie sprawę ile to nakładów pracy kosztuje. Jednak czuje się zobowiązany by napisać, że bardziej nieodpowiedniego miejsca dla muzyki disco polo jak uczelnia wyższa nie ma. To WY – Organizatorzy, samorządy studenckie, ich przedstawiciele odpowiadacie za gust młodych ludzi. Czyżbyście nie mieli aspiracji kulturowych i wolicie zastąpić je rozrywką na niskim poziomie, co jest całkowicie odmienne w porównaniu do innych krajów Europy? Nie wierzę!

Czy na imprezach studenckich powinna być muzyka disco polo?

Zobacz wyniki

Ładowanie ... Ładowanie …
Tagi: , , , , ,

Komentarze