Photo by Ferdinand Stöhr

W Europie zbyt często fałszywie rozumiana poprawność polityczna eliminuje Boga i wiarę z przestrzeni publicznej. Tymczasem w Ameryce jest zupełnie odwrotnie.

Coraz bardziej zapomina się o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu – mało kto już pamięta o historycznych zasługach na tym polu Hiszpanii, Francji czy Włoch; o głównych założeniach tzw. ojców-założycieli Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, kładących podwaliny pod dzisiejszą strukturę Unii Europejskiej.

Dzisiaj wpływowe środowiska forsują pogląd, że nowoczesny Europejczyk nie potrzebuje kontaktu z Bogiem. Próbuje się uznawać za normę, że religia jest hamulcem w rozwoju Europy, wręcz usuwa się elementy religijne np. ze Świąt Bożego Narodzenia czy z miejsc publicznych. A jednocześnie widać w Europie napływ nowych mieszkańców z innych kontynentów, którzy nie wahają się manifestować własnej religii czy kultury.

Siła wiary

Tymczasem w USA jest inaczej, tam prawie 80% mieszkańców określa się jako chrześcijanie. Ponad połowa należy do różnych Kościołów protestanckich, ale amerykański protestantyzm jest bardzo różnorodny – istnieją setki działających lokalnie Kościołów. Do największych protestanckich grup należą baptyści, metodyści, luteranie, zielonoświątkowcy, prezbiterianie, restoracjoniści i anglikanie. Liczni są także mormoni i Świadkowie Jehowy, a bardzo charakterystyczną wspólnotę stanowią amisze. Amerykańscy katolicy zaś – czyli co czwarty Amerykanin – to głównie potomkowie Irlandczyków, Polaków, Włochów i Niemców. Spośród wszystkich wysoko rozwiniętych krajów świata to właśnie Amerykanie stanowią jeden z najbardziej religijnych narodów – prawie 90% deklaruje się jako osoby religijne.

Kilka pytań

Nie gdzie indziej, jak w USA były prezydent George Bush często kończył swoje orędzia do narodu i liczne przemówienia słowami „Niech Bóg błogosławi Amerykę”, zaś podczas niedawnej inauguracji prezydentury przez Donalda Trumpa pojawiał się ksiądz oraz rabin, ręka prezydenta spoczywała na dwóch Bibliach, miały miejsce  liczne modlitwy i błogosławieństwa, a słowa o Bogu były odmieniane często i przez różne przypadki.

Czy można zatem – patrząc logicznie – określić Amerykę mianem ciemnogrodu lub państwa wyznaniowego? Czy ich prezydent podkreślając swoją wiarę i oparcie w Bogu staje się przez to mniej nowoczesny?

Czy prawdziwe pojęcie wolności człowieka urzeczywistniane jest bardziej w Europie, czy w Ameryce?

Tagi: , ,

Komentarze